Polski PBF RPG rozgrywany w autorskim świecie fantasy
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Port

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Port   2012-05-30, 19:00

Aktualny wygląd jednej z najstarszych dzielnic Nowego Avalonu w niczym nie przypomina pierwotnego zamysłu architekta, gdyż częste ataki na niej przeprowadzane doszczętnie ją niszczyły i trzeba było ciągle ją odbudowywać. Port nie jest niczym osłonięty od Wielkiego Oceanu, przez co stał się idealnym łupem dla wszystkich korsarzy. Trzeba też dodać, iż ciągłe ataki, grabieże i podpalenia na tyle dały w kość władcom miasta, iż postanowiono wybudować przy brzegu oceanu dziewięć wysokich strażnic, w których przez cały dzień i noc czuwają niestrudzeni żołnierze.



Podczas ostatniego remontu, port został tak zaplanowany, by zmniejszyć ciągły bałagan w nim istniejący. Jest on więc podzielony na 3 części: dla floty wojskowej, statków pływających po sąsiednich wodach do Nowego Avalonu, oraz tych, które przybywają bądź odpływają na Stary Kontynent.

W niedalekiej odległości od portu, została też wybudowana wysoka latarnia morska, która "pomaga" statkom odnaleźć właściwą drogę do miasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 12:18

W Porcie panował tego dnia duży ruch - jak zawsze zresztą. Z tym że tym razem nieco większy. Tony różnorakich ładunków - od broni, przez materiały budowlane po żywność - były pędem transportowane z nowoavalońskich magazynów ku portowi kupieckiemu. A tam już marynarze uwijali się jak w ukropie, by wszystkie te towary załadować na okręty z symbolami brązowego gryfa na białych, nieco postrzępionych i wysłużonych już żaglach, gdzie okrętów łącznie było pięć. A wraz z marynarzami do roboty ciągnęła również i cała zgraja wcześniej wyłapanych do tego ludzi i nieludzi we wszelkich karczmach...

Okręty były podobnych rozmiarów, na oko zdołałyby pomieścić po stu ludzi. Jeden tylko nieco bardziej się wyróżniał, o rozmiarach większych, straszący lufami kilkudziesięciu armat po bokach. "Biała Łania", jak wysłyszeć się można było po licznych rozmowach uwijających się w ukropie wokół niej marynarzy. Wszyscy gotowali się do drogi...

Niedaleko niej, stał i nadzorował wszystko jeden i ten sam człowiek, który wcześniej wydzierał się o robocie w karczmie. Obok niego stało czternastu ubranych w wyblakło-żółte kurty i ciemnobrązowe spodnie. Każdego, kto tylko próbował podejść, zatrzymywali i rozpoczynali rozmowę... po to, by zaraz zagonić go do roboty przy ładowaniu skrzyń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris

avatar

Liczba postów : 17
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 15:15

Mei stał z boku i przyglądał się wszystkiemu. Wypatrzył okręt, wypatrzył i pewnego jegomościa. Dwa dni temu ten człowiek w środku grupki zachęcił go do wypłynięcia w pełne morze. Cóż teraz wszystko wskazuję na to, że przed wypłynięciem anioł będzie musiał tachać ciężkie skrzynie do ładowni. Na to zajęcie by się normalny anioł nie zgodził, ale Net wyzbył się już resztek swojego honoru dawno temu. Upadły powoli przytachał swe ciało do grupy i powiedział wyraźnie.

- Net, melduję się. - Powiedział coś takiego gdyż nic innego nie przyszło mu do głowy, a myślał że to lepiej jak on zacznie rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celtharion

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 24/05/2012
Wiek : 22
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 15:29

Cicho szedł, bez słowa i bez odwracania głowy w tył szedł przed siebie, nie znając celu, póki do niego nie dotarł. Gdy jego wzrok wzbił się w górę, a kaptur zadarł do tyłu jego srebrzyste oczy ujrzały jeden z widoków, który nawet jako demona dawał mu pewną satysfakcję w widzeniu go, przebywaniu obok - niebiesko-błękitny bezkres rozwijał się przed nim niczym kłębek włóczki, widnokręgiem zostawiając swój ślad... Lubił morze, nawet je uwielbiał. Jednakże żywiołem pół-demona nie mogło być morze i woda, chociaż chciał spróbować jakichś wrażeń i przygód wśród spienionych fal oceanu.

Oczekiwał, że Upadły Anioł idzie gdzieś za nim, chociaż nie sądził, że to zrobi. Oczekiwał, że zaraz pojawi się obok czekając, lecz Metallicana nie czekał...

Pewnym krokiem z wolna ruszył przed siebie, gwałtowną zmianą kierunku zdartym kapturem zarzucając w bok, niechcący go zdejmując. Gdy skierował się w kierunku grupy ochroniarzy wraz z towarzyszącym im administratorem jednego ze statków, jeśli nie wszystkich spod jego kołnierza i kaptura wylała się fala równie mleczno białych jak i jego śnieżna szata - pomyśleć by można było, że to jakiś stary mędrzec lub nawet mag odziany w biel, gdyby nie jego młoda twarz i silna sylwetka. Będąc wyjątkowo wysokim i szerokim w barkach mężczyzną zatrzymany przez jednego ze sługusów osoby, do której zmierzał nawet na niego nie spojrzał - jego złote oczy kierowały się ku ważniejszej personie...

-Ja do jegomościa za Wami, nie do Was, wiec z drogi... - rzekł wyniośle i bez uczucia, z podbitą do góry głową. Nie chciał marnować na nich czasu i energii. Zastanawiał się tylko, czy jeśli ich zacznie zabijać, to inni się na niego rzucą w celu zamknięcia do lochu, czy będzie im to obojętne... Ludzie są chyba zbyt solidarni i zbyt się boją, by być obojętnymi, to przecież zwierzęta stadne...

Samael chciał by mieć w tej chwili wsparcie - chociażby taką przewagę w oczach tych paziów... Jednakże w tamtej chwili dostrzegł, że jego możliwe wsparcie przybyło przed nim, widocznie inną drogą przez miasto:
-Metallicana nie będzie powtarzać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lowcakur

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 15:45

< Alonso nie lubil tloku. A noszenie skrzyn? Toz to ponizej pasa cios! Alonso musi dzialac, jakem "Wesolego oblicza" to rycerz! Podszedl do najemnikow bolkujacych droge, po czym rzekl>

-Ja do Sir Havelocka, nie do tych obdartusow przy skrzyniach. Z wyzszej klasy czlowiek jestem to i inne zadania dostane! Przeciez na pewno mnie znacie, jam slynny w karczmach Alonso Quijano, "Rycerz Wesolego Oblicza"!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SzalonyJogurt

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 24/05/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 17:12

Michael szedł portową ulicą. Dawno tu nie był, trochę się zmieniło ale nie dużo. Z uśmieszkiem wpatrywał się w jedną ze strażnic- miejsce jego pierwszej służby. Ciekawe czy stary Kocznik jeszcze tam dowodzi.- myślał Michael idąc ulicą. Był to ten rodzaj chodu, który odbywa się bez jakiejkolwiek świadomości. Przechodził tędy już tyle razy, że to nogi szły same. Michael zaś zajął się wciąganiem bardzo przyjemnego zapachu wędzonych ryb.
W pewnym momencie nogi "wysadziły go" przy kupieckim porcie. Z łatwością wypatrzył poszukiwane statki- gryfy na żaglach były dobrze widoczne. Podszedł spokojnie do zarządzającej grupy. Nefilim zdawał sobie sprawę, że do przywódcy go nie dopuszczą, zagadał więc od razu do jednego z jego kompanów.
- Witam, nazywam się Michael. Słyszałem ogłoszenie, można się jeszcze zaciągnąć? Jeśli tak to ile płacicie?- tylko tyle mnie interesuje szczerze mówiąc.- powiedział przekrzykując gwar ulicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 20:16

Fenris
    Gdy tylko Net wypowiedział swoją kwestię, jeden z "przybocznych" (którzy sami w sobie posturą i ubiorem przypominali klony) o matowo-kasztanowych włosach i szpecącej go bliźnie przebiegającej spod nosa, przez wargi po podbródek, stanął tuż przed nim, wlepił w niego wzrok i rzekł skrzekliwie:
    -Doskonale, więc pana Neta zara weźmiejta do roboty. Powiedzta mi no czymta się parajta w życiu, ha? Po ubiorze widaćta że nie robotnik, a wojaczką się parajta. Powiedzta mi no jaki styl walki...?

    Przez cały czas "przywódca" nawet na Meia nich nie spojrzał. Zajęty był ochrzanianiem kogoś po drugiej stronie tego małego tłumu.


Celtharion&Fenris
    -Kto jest do kapitana Keballanja, ten jest do nas. Kapitan Keballanjo nie będzie się powtarzać - odparł krótko jeden z przybocznych, o głowę niższy od Metallicany, patrząc mu prosto w oczy. Jego prawy policzek był dosłownie uwalony w bliznach, szpecąc go niesamowicie, mimo że reszta twarzy była w stanie niemal nienaruszonym. Zapomniany zauważył kątem oka, iż ów przyboczny zacisnął rękę na rękojeści przypiętego do pasa kordelasa...
    Przywódca nawet nie zwrócił na nich uwagi. Właśnie kogoś ochrzaniał z drugiej strony tego małego tłumu.


BĄ-DĘ-BĘC ZAKRZYWIAMY CZASOPRZESTRZEŃ sam Lowcakur w jakimś innym czasie
    Paru z przybocznych popatrzyło się na niego przez sekundę, po czym jak na komendę buchnęli śmiechem. Zaraz też Alonsa klepnął jeden z nich w ramię.
    -Hahaha, rzeczywiście wesołego oblicza waśta jes! Takiego na pokładzie miećta to skarb jes! No ale dobra, to konkretów przejdźta. Widaćta po ubiorze ześta rzeczywiście nie taka popierdówa jak tamte obszczane schlane pizdy - tu skinął w stronę uwijających się w ukropie, po dokładniejszym przyjrzeniu się rzeczywiście głównie obdartym pijaczynom - Coć waćta robita widać, że na wojaczce to się zna. Ale opowiedzta mi no tutaj coćta umie?

    Przywódca nawet w stronę Alonsa nie spojrzał, gdyż właśnie rozmawiał z kimś... dosyć bogato, jak na te warunki, odzianego. Mężczyzna ów, z którym rozmawiał "przywódca", nosił na sobie brązowy, futrzany płaszcz z wyszywanymi licznie złotą nicią zdobieniami. Spod niego widać było zaś ciemnoczerwoną kurtę i wyblakło-żółte płótniane spodnie. Złociste włosy spływały mu na wysokość łopatek, a młodzieńcza twarz nie zdradzała na sobie ani śladu skazy - zwłaszcza w porównaniu do jego rozmówców. Ale chyba nie byli zainteresowani Alonsem...


Ponowne zakrzywienie czasoprzestrzeni JOGURT
    -A witam no ja także szanownego, proszę mi mówić Skirx - odpowiedział mu nieco niższy od reszty, bardziej krępy i postawny, i zarazem znacznie brzydszy... posiwiałe włosy, parę zmarszczek i mnóstwo blizn we wszelkich możliwych kombinacjach -Zaciągnąć się można dopóki nie wypłyniemy. Płacimy sporo... na służbie co prawda warunki, ekhem, standardowe, ale za to tuż po niej możecie liczyć na nawet do pięćdziesięciu talarów zapłaty. No i dajemy pięciotalarową zaliczkę, w sumie pięćdziesiąt pięć. Prawda że niezła sumka? - uśmiechnął się, co w połączeniu z masakryczną liczbą blizn tylko odjęło mu uroku -Z tego co można po Was obaczyć z wyglądu... takich ludzi potrzebujemy najbardziej wśród tej zapijaczonej hołoty - uśmiechnął się ponownie, po czym zastukał chwilę palcami w ładnie zdobioną, lecz wysłużoną już rękojeść szabli, dając jakby znać Michaelowi z migów, że chodzi tu o machanie szabelką.

    Przywódca nie bardzo zwrócił na Michaela uwagę, zajęty był pykaniem fajki i wpatrywaniem się w zadumie w horyzont na morzu..

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris

avatar

Liczba postów : 17
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 20:33

Styl walki? Mei nie zastanawiał się nigdy nad tym. Zawsze gdy walczył działał instynktownie i zawsze w pojedynkach wygrywał. Czasem w lesie wpierw dręczył swych przeciwników, jakby się nimi zabawiał by gdy tylko mu się znudziło rozpruć ich gardła. Żadnych wyuczonych postaw czy oklepanych ruchów też nie znał, chociaż w sumie mówiąc nie były mu potrzebne. To był po prostu wrodzony talent, że walczył na poziomie wyszkolonego wojownika. W pobliżu zauważył Metallicane, który chyba miał właśnie coś wyjaśnić jednemu z załogi. Cóż Net nie będzie się narazie wtrącał.

- Walczę półtoraręcznym mieczem, dużo improwizacji, ale jak trzeba przyłożyć to przyłożę i to mocno. - powiedział dość przekonywająco jednocześnie swoje różne dręczycielskie zapędy kryjąc pod eufemizmem improwizacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shimor

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 24/05/2012
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 20:58

Och, a dopiero siedziałem sobie w karczmie. Zapach morskiego powietrza najwyraźniej dobrze mi robił, bo czułem się bardziej świeżo. Tak długo tu już mieszkałem, ale ani razu nie byłem w porcie, doprawdy dziwne. Ale zaraz, po co ja tu jestem? Ach, tak, przecież chciałem się zatrudnić na tę misję. Jeszcze kilka metrów i będę na miejscu. Och, to tutaj. Przede mną stał wielki okręt.
- Halo, halo! Chcę się przyjąć do tej misji! - zawołałem dosyć głośno, tak by mnie usłyszeli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SzalonyJogurt

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 24/05/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-03, 21:17

Michael zerknął na szablę rozmówcy odwzajemniając uśmiech. Pokiwał głową w geście zrozumienia. Wysłużona broń dobrze świadczy o człowieku. Swoją drogą ciekawe dokąd i po co płyną skoro ten Havelock wynajmuje takich ludzi.- pomyślał luźno Nefilim, w którego wpatrywała się pocięta bliznami gęba.
-Zapłata rzeczywiście niezła, do wygód zaś nie jestem przyzwyczajony, więc wszystko mi odpowiada. No to chciałbym się zaciągnąć. A tak konkretnie jakie będą moje zadania?- powiedział Michael. -Aha i jaki jest cel wyprawy, jeśli można wiedzieć oczywiście? Specjalnej różnicy mi to nie robi ale dobrze byłoby przynajmniej wiedzieć ile czasu trwa robota.- dopowiedział Nefilim korzystając z okazji, że nie został jeszcze zagoniony do skrzyń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celtharion

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 24/05/2012
Wiek : 22
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-04, 04:12

Metallicana schylił się lekko w taki sposób, że miał twarz nad twarzą mężczyzny w kubraczku i spoglądając w jego oczy z brakiem wszelkiego uczucia przez parę chwil skupił w sobie nienawiść, jaką zapałał, by po chwili stłamsić ją w środku i wyprostowawszy się lekko ustąpić. Po chwili nie spuszczając z oczu twarzy rozmówcy rzucił niby niedbale, od niechcenia, z nutką groźby, chociaż jego ton podpowiadał, że to jakieś stare, ludowe, tradycyjne porzekadło, wypowiadane młodzieńcowi przez starą babinkę w letni wieczór przed podróżą:
-...Metallicana po broń nie sięgać nawet zaczął, więc tego też bym od rozmówcy wymagał - zdobywszy się nawet na westchnięcie spojrzał tylko ukradkiem na kordzik i rzekł do siebie po cichu:
-Chociaż broń by mi potrzebna nie była...

No cóż, nastał czas, kiedy w końcu wrócił z Otchłani do świata śmiertelników, trunków, dziewek, chędożenia i hierarchii, w której nie był tak ważny - w końcu był tylko pół-demonem, a tutaj dodatkowo chłystkiem bez posady. Musiał spuścić z wodzy, bo nie mógł w pierwszym tygodniu po wyjściu z odmętów piekielnych zacząć zabijać i samemu zginąć, szczególnie w przeludnionym od możliwych przeciwników porcie. Należał się więc jakikolwiek szacunek dla tego, z którym prowadził konwersację:
-Metallicana ma sprawę do dowódcy, więc i do mężczyzny. Mężczyzna pyta, to Metallicana odpowie... - tutaj Samael poprawił delikatnie kołnierz swojego płaszcza i strzelił parokrotnie kościami w palcach nie ruszając rękoma, jedynie chowając gdzieś w rękawach dłonie...

-Metallicana przybył po pracę - dobrze płatną, w miarę komfortową... Może być na przykład zabijanie - tutaj Samael spojrzał szczerze w oczy sługusa, lecz tym razem z większym "szacunkiem". Blizna to ozdoba człowieka na całe życie - znak, że nikt mu w kaszę nie dmuchał i kur nie podkradał z gospodarstwa. Takich ludzi zaś Metallicana szanował, nie ważne z jakiego szczebla byli. On sam wprawdzie wojownikiem do końca też nie był, ale magia robi swoje, jeśli chodzi o profesjonalne zabijanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lowcakur

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-04, 14:19



- A co ze mna, panownie? Gdzie mam sie udac, aby wam podroz umijac? Chyba mnie nie ignorujecie?! Mnie, Alonsa Quijano nie warto ignorowac!

< po czym odwrocil sie do nowopryzbylego i rzekl>

- Kiedys tez mialem piekne ubranie, nikt nie smial mi zarzucam zem nie jest szlachcicem! A teraz? Co sie stalo z tymi ludzmi? Mam nadzieje, ze wy, panie jestescie z innej gleby i widzicie w glebi duszy, kto ma szlachetna krew, a kto prostackie pomyje w zylach!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczny Kefir

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 26/05/2012
Wiek : 24
Skąd : Płock

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-04, 14:52

Maksymilian wolnym krokiem wyszedł wreszcie na suchy ląd. Podróż do Nowego Avalonu była długa i bardzo kosztowna. Miał chwilę wolnego - skończył prosty kontrakt dla swoich braci z Czarnej Kompanii i musiał czekać na przybycie ich Galeonu.
Dlatego postanowił szybko poszukać zajęcia.

Spacerował sobie po Porcie. Oglądał z niekrytym zainteresowaniem na wiele statków, nie tylko Cesarskich ale i tubylczych!
Przez pierwsze chwile był bardzo niespokojny - wyczuwał zewsząd przeróżne istoty. Nie wszystkie były dobre, co go lekko zaniepokoiło. Lecz w końcu zrozumiał - to jest urok Kolonii - spotykają się tu wszystkie rasy. Nawet takie gówna jak wampiry czy wiedźmaki.

*********************************************************

Po kilku godzinach spaceru zobaczył grupkę silnych ludzi stojących i rozmawiających. Uwagę jego przykuł jegomość z okazałym hełmem nowego typu - morionem (Łowca). Człeczyna wydawał się głośny i upierdliwy.... i chyba szukał pracy, tak samo jak Maks!

Raźnym, żołnierskim krokiem podszedł do wypatrzonego jegomościa. Gdy już do niego podszedł to przywitał się z nim dziarsko i rzekł
-Witaj! Jestem Maksymilian i szukam pracy. I widzę - tu zerknął na jegomościów obok - że i ty jej szukasz! Mogę się przyłączyć do twej jedno osobowej kompanii ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-05, 20:54

Fenris
    -Doskonale. A więc ta się przejdźta się no na Biało Łanie - tu wskazał największy okręt z całej piątki, gdzie na podeście stało blisko dziesięciu ludzi pokroju tej tu grupki przed którą stał Net; tyle że straszących wyciągniętą bronią -I powiedzta, żeśta od Stukrotki. Zawezmo Cię do jednego takiego, on Ci już powiedzta co i jak.

    Po czym kątem oka ujrzał, jak coś, od strony przywódcy tej grupki, poleciało w stronę Metallicany. A może to tylko złudzenie...?


Celtharion&Fenris
    -Ależ ja doskonale o tym wiem - odpowiedział Metallicanie rozmówca, nie ściągając dłoni z rękojeści, lecz poczynając miarowo, w rytm jakiejś piosenki stukać o nią palcami.
    -Zabijanie, mówicie? Widać no. A taki nam się... przyda - odrzekł, lewą dłonią głaszcząc podbródek, wpatrzywszy się w Samaela jakby wpadając w krótką chwilę zadumy. Z niej wyrwał go jego towarzysz, niemalże równego wzrostu, lecz znacznie od niego szczuplejszy, a u którego w miejscu lewego oka wiała pusta dziura...
    -Magia. Czarodziej. Zabijanie - rzucił krótko, zupełnie znikąd wykrywając naturę Samaela.
    -Ach tak... cóż, jeśli tędy droga, to i inaczej trza - odpowiedział ni to do niego, ni to do Metallicany ni to do siebie, po czym podszedł do przywódcy, i wyrwał go z jego jakże zajmującego zajęcia ochrzaniania kogoś.
    -Panie Kapitanie! Czarodzieja na służbę znaleźlim, się nam zaoferował. Podobny dobry w bitce jest.
    Przywódca odwrócił się ku nim, po czym przypatrzył się Metallicanie. Na pewną chwilę zapadła grobowa cisza, po czym kapitan uniósł lekko rękę, a z morza wyleciała mała kulka wody wielkości pięści; przyleciała do niego i poczęła szybko kręcić się wokół uniesionej ręki.
    Wtedy wszystko działo się dosłownie błyskawicznie - kapitan nagle zamachnął ręką, a kulka zmieniła się na kształt płynnej włóczni i powędrowała w stronę Metallicany... a na reakcję były dosłownie ułamki sekundy.


Shimor
    -Jej no, patrz ty, nawet elf przyszedł - rzucił jeden z grupki wyraźnie zdziwiony, na co jeden odparł
    -Ty się kurwa zachowujesz jakbyś w życiu jebanego elfa nie widział. No dobra, kurwa... - po czym podeszli do niego.
    -Łucznik...? - zadał dosyć hipotetyczne pytanie pierwszy. Drugi wyraźnie chciał mu coś odpowiedzieć, ale powstrzymał się i westchnął jedynie, obserwując go i Shimora z rękoma splecionymi na piersi.


Jogurt
    -Zadania... cóż, nie będziecie zwyczajnym majtkiem do przeciętnej, niewdzięcznej roboty. Wy się weźmiecie jako tymczasowi żołnierze, wiadomo. Tam codziennie coś Wam wynajmiemy żebyście z formy nie spadli, jak pozostali służbiści, co jak co, ale porządnych ludzi do bitki trza mieć. Choć, co jasne, też tam trochę z majtkami będziecie biegać.
    Celem wyprawy będzie kilkukrotnie Avaricum. To takie nowe miasto, właśnie budowana kolonia. Sir Havelock jako człowiek obrotny przejął niejako nieoficjalną rolę głównego zaopatrzeniowca całego tego przedsięwzięcia i wszystkie towary transportuje - za ciężki szmal, rzecz jasna. Problem w tym że flota wojskowa Nowego Avalonu jest zbyt mała a na posiłki z Cesarstwa nie możemy czekać, pilna przesyłka, a bronić się przed tymi cholernymi piratami trzeba. Coraz więcej gorzej bronionych konwojów na południowych wodach znika bez śladu, i chyba nie trzeba tłumaczyć czemu. Sądzę że służbę będziecie pełnić ze trzy, przy pomyślnych wiatrach dwa miesiące. Parę kursów w tę i z powrotem. Powiało rutyną, prawda? Mam nadzieję że to waszmościa nie zniechęciło...
    - odpowiedział z dozą niesmaku rozmówca.


Lowca&Kefir
    -Hahaha! Uparty człowieczek. I coć mamy z Tobą zrobić, powiedzże nam? Niebieska krew na okręcie na nim się nam zda... - odrzekł dosyć rozbawiony jeden z grupki.
    Przywódca i bogaty człowiek zupełnie nie zwrócili na Alonsa uwagi, na Maksia też.
    Maks podszedł i zagadnął do Alonsa. Cała grupka jakby wyczekiwała na reakcję rzekomego szlachcica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celtharion

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 24/05/2012
Wiek : 22
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 05:31

Metallicana stał niewzruszony, czekając na rozwój wydarzeń. Jednakże zobaczywszy dokładny wyraz twarzy dowódcy tej całej kontrabandy nie miał najlepszych skojarzeń i przypuszczeń - wiedział, że coś jest nie tak, lub będzie. Ten ludzki wzrok zapamięta do końca życia - wtedy to wojownik wyciąga miecz z rękojeści, a łucznik naciąga cięciwę swego łuku. Tak też było i z tym typkiem... Nie czekając długo zobaczył mały pokaz magii wody - pewnie chcieli przetestować, jakiej magii używa Samael. On jednak nie powinien dawać im takiej satysfakcji, gdyż miał być to sekretny Młot na wrogów. Miała to być niespodzianka, która wywołałaby na kompanach poczucie respektu i szacunku...

Plusk, plusk... Kula obróciwszy się wokół ręki zmieniła w coś podłużnego, co było nastawione na sztorc w jego kierunku. Nie było czasu na wytworzenie Fali Magnetycznej - nie zdążyłby nawet wytworzyć kuli w ręku, by wypchnąć energię poza ciało. Gdy włócznia przeszywała by jego cielesną powłokę, on zaś byłby u końca formułowania zaklęcia. Wiedział, że nie zdąży rzucić czaru i odbić, zniwelować, lub zatrzymać wodnistą włócznię. To nie miało żadnego sensu...

Jedynym wyjściem była druga umiejętność - Małpi skok... Uginając tylko nieznacznie nogi w kolanach i robiąc to dość szybko, błyskawicznie wybił się na nich wylatując z całym swoim dobytkiem do góry, a jego włosy i płaszcz pociągnęły się za nim niczym kolorowa wstęga. Przy jego specjalnej zdolności i wrodzonej szybkości powinien z łatwością uniknąć pocisku...

A teraz? Nadejdzie kolejny test i kolejne zaklęcie rzucone w Samaela, by ten jakoś wyglądał w oczach kapitana? Kolejna próba śmiertelnika nad demonem, by ten pokazał, na co go stać, jako jednego ze sługów Pana Otchłani? Tak być nie mogło...

Małpim skokiem wybijając się w górę zrobił dziwny ruch w powietrzu, równocześnie swoim ukrytym ogonem jak i kończynami i skierował się lekko w bok, by wylądować obok grupki osób, chcących się zapisać na służbę na statku. Gdy zaś wylądował na ugiętych nogach, prawie, że kucając, to odrzucił lekko rąbek swego płaszcza, by ten mu nie przeszkadzał i wyprostowawszy się dumnie wycelował dwie ręce przed siebie, prawie równolegle. Otwartymi dłońmi wycelował w przestrzeń po obu stronach kapitana, który także posiadał zdolności magiczne. Po jego ramieniu przeszła fala magicznej, magnetycznej energii, okalając od ramienia pod nadgarstek skórę srebrną błyskawicą. Gdy ta zaś doszła do ręki, wokół Samaela utworzyło się dziwne pole, a drobinki piasku i śmieci zaczęły otaczać go po okręgu, nie zbliżając się zbytnio do niego. W dłoniach już zakotłowało się od żelaznej kuli magii, która zaraz wyleci podwójną siłą w kierunku przeciwnika...

Nie...

Wszystko zgasło tak szybko, jak się pojawiło - śmieci opadły, robiąc w środku okręgu dziwną, czystą powierzchnię i ład, magia zniknęła, wchłonięta z powrotem do ciała Metallicany, zamieniła się z powrotem w siłę witalną. Demon spojrzawszy głęboko w oczy oddalonego trochę mężczyzny rzucił:
-Magia wody... Magia nierzeczywista... To zła magia... - rzekł z przekonaniem. Dla niego jako maga magnetyzmu trochę trudno było władać żywiołem wody i ognia. Ale prawdopodobnie gdyby wytworzył nawet małej jakości zaklęcie, to by pocisk odbił... Lecz lepiej żyć w niewiadomej, czy nie żyć pełnym wiedzy i spełnienia ciekawości?
-Metallicana dostanie prace, czy mężczyźni chcą zobaczyć, co chwil parę temu niwelowałem? Niwelować... Ni-we-lo-wać... - rzekł z przekąsem do stojących z przodu dwóch jegomościów, którzy wcześniej go powitali. Na wszelki wypadek sięgnął prawą ręką po swój czarny jak atrament kostur "Czarny Morgoth", obracając nim kilkakrotnie w dłoni. Rozejrzawszy się i spojrzawszy za siebie, czy nikogo za nim nie ma wyprostowany postąpił dwa kroki do przodu, dzierżąc kostur, idąc na lekko ugiętych, gotowych do skoku nogach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris

avatar

Liczba postów : 17
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 13:57

Metallicana chyba świetnie się bawił, więc Mei nie miał zamiaru mu przerywać. Miał wejść na pokład i mówić, że jest się od Stukrotki, więc czym prędzej wszedł na statek w zamiarze co by to rozejrzeć się komu miałby przekazać, że przysłał go Stukrotka i jak wnętrze wygląda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lowcakur

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 14:19

< Alonso z zniecierpliwieniem podgladal to na bogacza, to na tego knypka co do niego zagadnal. Wygladal na posuzkiwacza przygod, czy innego awanturnika. Po dluzszej analizie Alonso wpadl na pomysl, ze przyda mu sie taki kompan, ktory bedzie jednoczesnie jego ochroniarzem. >

- No, z oczu dobrze Ci patrzy, a wygladasz takze niezgorzej. Mozemy razem stworzyc, jak to nazwales, kompanie. Me imie to Alonso Quijano, w niektorych kregach znany takze Rycerzem Wesolego Oblicza.
< Alonso poprawil pas na ramieniu, postawil oklapniete pioro na morionie, po czym kontynuowal >

- Tylko spojrz, Ci panowie uwazaja, ze ja na nic sie nie przydam! A figurek, drewnianych zabawek czy nawet drewnianych nog to ja rzezbic nie potrafie? A rapier to nie od parady nosze?! A zacerowac zagla to nie zaceruje?!

< wyjatkowo zbulwersowany Alonso reszte dokonczyl prosto w twarz przywodcy>

- Zaloze sie, ze boicie sie mnie na poklad wziasc, co, panie kapral? Juz moja slawa w piciu do was pewnie doszla i srasz ze strachu na mysl o tym, ze mialbys pic z samym Alonsem!

< tutaj Alonso stara sie wyczytac z twarzy przywodcy, jaki skutek na nim wywarla moja przemowa i jak dalej pociagnac rozmowe (zdolnosc "Karczemna intuicja" )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczny Kefir

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 26/05/2012
Wiek : 24
Skąd : Płock

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 14:47

Maks uśmiechnął się miło do Alonsa i wysłuchał cierpliwie jego wesołego monologu do niego i przyszłych pracodawców. Zaprawdę, jego nowy towarzysz wydawał się zabawną postacią! Na wieść o jego "pijackich" możliwościach gromko zaśmiał się i mocarnie poklepał kompana po plecach
- Arcymistrz alko-bohurtów powiadasz? Lecz pamiętaj przestrogę z Księgi, mój przyjacielu!
"Nie patrz na wino, jak się czerwieni, jak się skrzy w pucharze i lekko spływa do gardła. Bo w końcu ukąsi jak wąż, wypuści jad jak żmija""! Tak rzeczą stronice Przypowieści! A jak to wytłumaczyć prostaczkom? Chlaj, bo smak wińsko straci! A jak za długo otwarte leży to się można pochorować, znaczy się, sranie i pierdzenie jak z bombardy i rzyganie dalej niż się widzi!

Panie Kapitanie! - podszedł pewnym krokiem do szefa i wyjął swój długi, piękny miecz, który przelał krwi nie mniej niż najstarsze miecze cesarstwa - oferuję ci swój miecz i łańcuch! Zaprawdę, Pan uszykował palce me do modlitwy a ręce moje do wojny! Gotowym iść na wojaczkę by przelewać krew pogan! By uratować Boże owieczki!

A przecież rzekł Pan do swego ludu "Idźcie i zabijcie ich, bo nie są oni godni swego istnienia! Niechaj miecz przebije ich serce, a płomień spopieli ich kobiety, starców i dzieci! "
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SzalonyJogurt

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 24/05/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 15:49

Michael wiedział już wszystko co chciał. Praca wydawała się w miarę przyjemna a do tego nadarzy się okazja pobyć trochę w nowym mieście. No i zapłata była bardzo atrakcyjna, nic tylko wypływać w morze.
-Wprost przeciwnie, świetna robota jak dla mnie. Rutyna też doskwierać zabardzo nie powinna skoro piraci mają nam umilać rejs. Do kogo zgłosić się po rozkazy? Właściwie mógłbym zacząć od razu, chyba że mam stawić się dopiero jak będziemy ruszać.-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 18:01

Celtharion
    Kapitan uśmiechnął się, ukazując pewne ubytki w o dziwo białych jak śnieg zębach.
    -Jest dobrze. Nawet bardzo DOBRZE - zaśmiał się chwilę, po czym kontynuował -Nie, nie musimy patrzeć, co za zaklęcie niwelowałeś. CZARNONOOKI! Zlustrowałeś co to to tam było...? - odwrócił głowę trochę na bok, wbijając wzrok w jednego z podwładnych, co ciekawe tego samego który odkrył znikąd naturę Samaela, tego samego u którego na miejscu lewego oka wiała pusta dziura. Ten przymknął swoje jedyne oko, jakby szukając czegoś w pomrokach swojej pamięci.
    -Duży pocisk. Magia. Destrukcja - odpowiedział hasłami, z dalej przymkniętym okiem, a po wymówieniu tej sentencji znów je otworzył i potoczył lekko zamglonym wzrokiem po zgromadzonych, lecz zaraz otrząsnał się.
    -Doskonale - odrzekł w lekkiej zadumie kapitan -A więc pana Metallicanę zaprosimy na rozmowę na "Białej Łani". Za niedługo wyruszamy. Takiemu czarodziejowi jak ty, oferujemy zaliczkę w postaci sześciu talarów i siedemdziesiąt talarów zapłaty po wykonaniu służby. Jeśli coś więcej chce pan wiedzieć, proszę udać się na "Białą Łanię" - wskazał największy okret spośród pięciu -I rzec strażnikom strzegącym pomostu, żeś pan jest od kapitana Kellabanja.


Fenris, trochę Cię tutaj poprowadzę
    Meia na pomoście zatrzymało paru strażników o ubiorze podobnym do poprzedniej grupki, lecz nieco bardziej "przybrojonym", strasząc włóczniami, mieczami, toporami i muszkietami, lecz zaraz spuścili z tonu gdy usłyszeli, iż przybysz jest od Stukrotki. Zaprosili uprzejmie Neta na pokład, mówiąc, by kierował się ku pierwszej na prawo od wejścia niżej kabiny. Tam też się udał i zapukał w drzwi, z których dało się słyszeć oschłe "Włazić!".
    Oczom Neta ukazało się małe, surowe pomieszczenie z imponującą ilością zwisających ze ścian na łańcucach broni, pancerzy, hełmów, a nawet całą ścianą pełną broni palnej. Na hamaku w jedynym nie zagraconym tym kącie, leżał sobie właśnie odziany w czerwoną koszulinę, wyblakłobrązowy płaszcz z kapturem i skórzane spodnie mężczyzna, w wieku około czterdziestki, o prawym policzku, podbródku i szyi pooranymi bliznami i białym, ślepym prawym oku.
    -Kolejny? Witam - wstał, po czym podszedł niesamowicie energicznie ku Netowi, wyciągając ku niemu rękę - Nazywam się Khogren.
    Gdy tylko Net wyciągnął rękę, by uściskać rozmówcę w geście powitania, nagle ten złapał ją koło ramienia, wykręcił do tyłu, a nogą podciął Neta zwalając go na deski - a wszystko to działo się w tempie błyskawicznym, tak iż Mei nie był w stanie za bardzo zareagować. Leżąc na deskach, usłyszał nad sobą cmokanie i głos Khogrena:
    -No no no, nie za szybkiś pan jest. Wstańże, nie będziecie tu wiecznie leżeć - po czym wyciągnął ku Netowi rękę w geście pomocy.


Jogurt
    -Stawcie się, najlepiej jak najszybciej n "Białej Łani", o tam, ten największy okręt z naszej małej flotki. Wypływamy w wieczór, więc czasu będziecie jeszcze trochę mieli. Do strażników na pomoście powiedzcie żeście od Stukrotki, oni Was dalej poprowadzą. Chwilę tam pobędziecie i do zmierzchu będziecie mieli czas na tymczasowe rozstanie się z Nowym Avalonem - odparła mu pokrzywiona od blizn twarz. Mężczyzna skinął Michaelowi głową w geście pożegnalnym, po czym dołączył do grupki, zajmując się swoimi sprawami.


Lowca&Kefir
    Alonso przedarł się jakoś przez grupkę i wyrzucił zdaniem prosto w twarz przywódcy, nieco zdezorientowanego co się dzieje (nie zwracał wcześniej na niego uwagi). Jego bogaty rozmówca zmarszczył brwi w geście zniesmaczenia, a sam kapitan popatrzył się chwilę w Alonsa, zadzierając brodę ciut wyżej. Alonso mógł zobaczyć jak kapitan majstruje coś prawą ręką schowaną pod płaszczem, gdy nagle...
    Gdy nagle w Alonsa uderzyła w plecy mała fala wody, mocząc go całego.
    Maks mógł w tym czasie zobaczyć jedynie, jak spod desek wypływa trochę wody formującej się w kształt kuli wielkości średniego psa, a potem uderza w Alonsa.
    Cała grupa zaśmiała się, a kapitan rzekł do niego:
    -Źle zaczynacie, wasza szlachecka mość, oj źle.
    Bogacz przypatrywał się jedynie całej scenie z beznamiętnym wyrazem twarzy, z rękoma splecionymi na piersi, nieco się tylko odsuwając od zamoczonego Alonsa. Kapitan kontynuował:
    -Popatrz na tego człowieka - kontynuował kapitan, zwracając się ku Maksowi -Pobożny, godny spojrzenia Jedynego, chętny do pracy, na służbę, z dobrym podejściem, od razu wykładając karty na stół - co konkretnie na służbę oferuje. Takich ze świecą szukać - pochwalił go -Gorzej z Tobą, panie... Alonsie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SzalonyJogurt

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 24/05/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 18:19

-Już się robi. Dzięki za informację.- powiedział Nefilim i energicznym krokiem skierował się w kierunku trapu prowadzącego na Białą Łanię. Całkiem ładny okręt, trzeba przyznać. Po drodze mijał co chwila opieprzanych robotników przewalających ciężkie skrzynie i cieszył się, że jemu przypadła łatwiejsza, póki co robota. Nie czekając zagadnął do strażników na pomoście -Witam. Jestem Michael, przysyła mnie Stukrotka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris

avatar

Liczba postów : 17
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 20:14

Mei znalazł się w kajucie Khogrena. Ślepe oko, blizny i starszy wiek uśpiły jego czujność, w zasadzie i tak nie byłby w tym miejscu czujny, ale trochę prezencja mężczyzny go uspokoiła. I źle na tym wyszedł jak widać. Znalazł się szybko na deskach nawet nie mając czasu się porządnie przywitać. Pewnie była to jakaś miejscowa tradycja.

A teraz ten sam mężczyzna wyciągał do niego rękę. Meia pierwsza myśl była, że drugi raz się nie nabierze, oj nie. Nie za szybkiś? O czym on mówi? A jeśli to nie podstęp i sobie anioł zaminusuje u Khogrena, który chyba jakąś funkcję na tym statku oprócz straszenia nowo-przybyłych pełnił.

- Net jestem. - powiedział i wyciągnął dłoń ku swemu "wybawcy" jednocześnie opierając się drugą ręką oderwał nogę od podłogi tak że mógł ją swobodnie zgiąć i wstać, lub wersja hardkorowa kopnąć Khogrena w piszczel(a potem zależnie od sytuacji rzucić się na niego i go okładac) lecz tylko jeśli ten próbował nadal się znęcać. Jego oczy nie zdradzały niczego, zupełnie jakby nic się nie stało, jakby w cale na ziemi nie wylądował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lowcakur

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-06, 20:38

- A niech was kurwica wezmie, prostata wam pognije, a dzieci do siodmego pokolenia sraja pod siebie przez zycie cale, magiki chedozone! < otrzasajac sie z wody i objezdzajac z gory do dolu rodzine kapitana do siodego pokolenia w przod i wstecz Alonso ponownie poprawil moriona po czym odwrocil sie na piecie i wrocil do karczmy. "Nie po to ja sie staram, aby mnie prostaczkowie do blagan zmuszali" >
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celtharion

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 24/05/2012
Wiek : 22
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-07, 08:54

//Nie mogę się zorientować - idę tam, gdzie Fenris?

Metallicana wyprostowawszy się dumnie podszedł odważnie i wyrafinowanie bliżej grupy strzegącej kapitana i cały czas patrząc mu w oczy powoli, bez zmiany wyrazu twarzy, jak gdyby był zahipnotyzowany lub jego twarz była zaczarowana w kamień przyjrzał się uważnie czarnemu oku żeglarza. Lekko się nachylając spojrzał w jego jedyne oko, po czym przerzucił wzrok na ciemne wgłębienie, mówiąc z wolna wyuczonym, bogatym, lecz znającym życie tonem:
-Aahh... Heee-ha-ah! Suen minde urben ginden such minde... Czarodziej? Nie... Mag? Nie... Człowiek o zdolnościach magicznych rozpoznawania i wiedzy magicznej... - tutaj skupiwszy się wielce patrzył długo mrużąc lekko brwi i oczy na korsarza, próbując sobie dzięki swojej ogromnej wiedzy ogólnej przypomnieć, jak takie magiczne zdolności się nazywały...

-Jak Wy się nazywaliście? Światłoocy? Zresztą... - tutaj zdziwiony podniósł głowę przyglądając się na Kapitana Kellabanja i rzucił dodatkowo - Tylko 70 talarów... Metallicana liczył na dwa razy tyle. No ale cóż, kapitan przekona się po misji, czy jestem wart 70, czy 140 monet, bywajcie... - czarodziej odwrócił się i ciągnąć jedynie jednym okiem za żeglarzem, który wyszedł mu naprzeciw rzucił groźne spojrzenie. Kierując się na statek obejrzał go z daleka...

-Biała Łania... - uśmiechając się nieznacznie z tej całej sytuacji dziarsko wskoczył na most, próbując dostać się na pokład. Tych, którzy go zatrzymali skarcił jedynie wzrokiem i rzucił niedbale:
-Od Kapitana Kellabanja... Na służbę na Białej Łani która zapłatą przekracza Wasze łączne żołdy - z drogi więc... - jego twarz była kamienna, lecz dziwnie i tajemniczo groźna, co sprawiało, że sam nie wiedział, czy jest obojętny, czy zagniewany tą całą ludzką kontrabandą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mroczny Kefir

avatar

Liczba postów : 32
Join date : 26/05/2012
Wiek : 24
Skąd : Płock

PisanieTemat: Re: Port   2012-06-07, 11:21

- Kapitanie! - Maksymilian ustał na baczność i zasalutował - wybaczcie memu kompanowi za nagłe najście, albowiem człek to natury bardzo bezczelnej i w rozmowie, ale i w bitce!
A co do mnie, kapitanie, jam jest tylko ostrzem Pana, wymierzonym w pogan i heretyków, lata służby o której nie opowiem, wzmocniły we mnie wiarę i miłość do Jedynego Boga. Wszystek wspaniałości, rozejrzyjcie się! - ostatnie słowa wykrzyknął i objął horyzont rękoma - To wszystko dzieło NAJWYŻSZEGO ARCHITEKTA! - jego oczy błyszczały, a głos był taki jak u fanatycznego kaznodzieja. Wyjął swój długi srebrny miecz trzymając do w prawej dłoni, a łańcuch w lewej - Te wszystkie wspaniałości! A plugawi heretycy i poganie tylko temu zaprzeczają! Ogień, zaprawdę wam powiadam, tylko ogień może oczyścić te ziemię! Jam jest ostrzem Pana, wymierzonym w serca jego wrogów! Kapitanie! - wykrzyknął ostatnie słowo - Wydaj rozkaz! Będę twym zakupionym na czas jakiś narzędziem! Będę twym ostrzem! Lecz to ty zabijasz ludzi, nie ja! Wydaj rozkaz! Zlokalizować?! Torturować?! Zabić?! Czemu czekamy?! Czemu stoimy?! Pogańskie kurwy tylko czekają na mnie! Me ostrze pragnie ich krwi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Port   

Powrót do góry Go down
 
Port
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gra :: Nowy Avalon :: Port-
Skocz do: