Polski PBF RPG rozgrywany w autorskim świecie fantasy
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główna Sala Biesiadna

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Główna Sala Biesiadna   2012-05-30, 18:47

Karczma "Pod szczęśliwą beczką" nie zostałaby uznana za piękną nawet przez chłopa, który całe swoje życie poświęcił na rozrzucanie gnojówki po polu. Owa gospoda położona była na skraju Dzielnicy Portowej - pośród najpośledniejszych domów biedoty i łyczków miejskich. Drewniany budynek sprawiał wrażenie jakby zaraz miał się przewrócić; przegniłe i spróchniałe deski świeciły dziurami wyrytymi przez korniki, drzwi ledwie trzymały się w zawiasach, a okna obciągnięte rybimi pęcherzami wyglądały, jakby nigdy nie miały za zadania przepuszczać światła do wnętrza. Nawet niedawno położona dachówka sprawiała wrażenie wypaczonej. Szyld, zawieszony na przerdzewiałym łańcuchu, dopełniał reszty tragicznego wyglądu karczmy. Chyba tylko najstarsi mieszkańcy mogli powiedzieć, co też było nań wyryte. Teraz o nazwie gospody mówił tylko świeżo wyryty napis - "Pod Szczęśliwą Beczką".

Wewnętrzna izba nie prezentowała się lepiej od całości budynku - zastawiona stołami, skąpana w półmroku, który rozświetlały tylko nieliczne świece. Zaduch, swąd potu, piwa i skwaśniałego mleka mógłby przyprawić pierwszego lepszego wędrowca o zawrót głowy. Jednak ani przykra woń, ani odpychający wygląd samej gospody najwidoczniej nie przeszkadzały stałym bywalcom tegoż szynku. Ludzi była moc - zajmowali ławy, krzesła; rozciągali nogi przy kominku, popijali piwo i wino, gawędzili z kelnerkami. Znad kufli spoglądały zakazane gęby, poznaczone bliznami i siniakami wyniesionymi zapewne z rozlicznych burd i zwad, jakie zapewne się tutaj odbywały. Czasem w tłumie potrafiła mignąć sylwetka dostatniej ubranego męża. Taka persona zwykle otoczona była kilkoma osiłkami i załatwiała tutaj swoje szemrane interesy.

Mury gospody widziały już wszystko: i radość, i smutek. Wielki żal i śmiech do rozpuku. W jednym końcu ktoś potrafił przepijać ostatnie oszczędności życia, starając się zapomnieć o swojej biedzie, podczas gdy po przeciwnej stronie jakiś kupiec dobijał targu na grube tysiące talarów. Bieda łączyła się tutaj z bogactwem, honor z łajdactwem i przekrętami, a na każde dobre słowo, przypadało przynajmniej pięć przekleństw. Tak oto wyglądała karczma - podobna do wielkiego gara, do którego szalony kucharz wrzucił wszystko, co tylko znalazł w spiżarni.

Gospodarzem tego przybytku był Rudy Belkor, znany przez wszystkich pod przezwiskiem Ryjek. Nikt nie wiedział, skąd owo miano się wzięło - do tajemnicy przypuszczona była tylko żona karczmarza. Ot, przybył on zza Oceanu jako i wszyscy, a że przypłynęło z nim również dziwne miano... o to nikt już nie pytał. Ryjek był zwalistym człowiekiem, mającym ponad pięćdziesiąt. Nos wielkości kartofla i koloru śliwki, małe oczy i szeroki podbródek nie czyniły go pięknym, a obrazu dopełniały liczne starcze zmarszczki na twarzy i wszechobecna siwizna. W tym fachu jednak nie liczyła się uroda, a umiejętności gorzelnicze, a tymi Rudy Belkor dorównywał największym mistrzom.

*****


- Czego? Piwa dać? - zwrócił się do ciebie karczmarz, wycierając palce w pobrudzony fartuch. - Gadać, a nie czas mi zabieracie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-01, 16:23

Tego wieczora w karczmie panował ogromny tłok, hałas i rozgardiasz. Była ona dosłownie zapełniona ludźmi i nieludźmi wszelkiego rodzaju, wszędzie panował smród spoconych i schlanych ciał, tanich trunków i tony tym podobnych zapachów. Karczma tętniła życiem.

I wówczas, w godzinach szczytu, do karczmy dosłownie wparowało siedmiu mężczyzn, z czego jeden stał z przodu, a reszta trzymała się po bokach, wyraźnie jako asysta. Nie wyglądali oni na zbyt masywnych, ale też i marni nie byli. Ludzie z wyglądu zadbani, i schludnie w przeciętny, lecz i nie ubogi ubiór odziani. Z czego ten pierwszy, o twarzy mimo że młodej i przystojnej, to jednak szeroko na prawym policzku poznaczoną bliznami, rozglądnął się chwilę po karczmie, wyraźnie ucieszony że na tak wielki tłum ludzi wpadł. Szybko wskoczył na najbliższy stół, by zwrócić na siebie uwagę, i począł rozgłaszać:

-Ahoj, szczury lądowe, ludzie i nieludzie, wszyscy tu zebrani! Któż by nie chciał do roboty porządnej i godnej się zaciągnąć, gdzie potrzeba nam dosłownie każdego i każdej, a i wypłata niezgorsza? Lecz i ostrzegam, że i robota wcale nie tak milusia i nie tak bezpieczna jak tu w tym zasranym Nowym Avalonie znajdujecie. Tu wypływamy na szerokie wody, zagrożeni stale od kaprysów morza i żądnych łupów piraczych matkojebców! Więc, kto z was nie taki srający w gacie marny obgwałcony tchórz, a ino odwagi w sobie na tyle ma i pokazać jest gotów, że byle obesrańcowi obciąć jaj sobie nie da, tego na służbę szuka sam sir Havelock, bogaty szlachcic ze Starego Świata i tu szeroko działający! Takoż i kto tyle siły w sobie ma i jaja porządne a nie ucięte, ten niech mi się ino za dwa dni o brzasku w porcie pojawi! Szukajcie li okrętów z gryfem na żaglach! A ten, kto jaj nie ma i mógłby za tanią dziwkę za psie pieniądze robić, ten niech mi się tam na oczy nie pokazuje, bo własnoręcznie kotwicą zatłukę! To jak, kogo mam się spodziewać, że nie stchórzy i na służbę się zaciągnie!? Zapłatę Wam mogę na własny honor zaprzysiąc sowitą!

Tu też zaraz zerwały się gromady - głównie te co mocniej podpite - i zaraz poczęły deklarować swoją "odwagę" że do takiej roboty pójdą...

//tutaj uwaga: tutaj zakładam, że każda (albo przynajmniej większość) postaci które chcą iść na ten quest już w tym czasie BYŁA, i JEST w karczmie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris

avatar

Liczba postów : 17
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-01, 17:01

Mei siedział z boku sali, jako że wszystkie kąty były zajęte przez pijane gromady. Jak zazwyczaj nie zamierzał się zbytnio socjalizować. Cicho, spokojnie obserwował gwar karczmy jak zwykle. Popadł już w tych obserwacjach w rutynę, a może nawet nałóg, ale cóż innego miał począć. Gra w kości, pijańskie okrzyki, sielanka nagle zostały przerwane przez pewnego jegomościa, który to skoczył na stół i zaczął swoją przemowę. Mei był pod wrażeniem, że tyle chciało mu się gadać, a gadał o jakiejś pracy na statku i tego że szukał do nich każdej i każdego potem dodając byle jaja mieli.
No cóż anioł wysłuchał i w czasie, w którym tłum porwał się skandując swoją chęć dołączenia myślał co by tu począć. Niezdecydowany, zastanawiał się czemu jakiś Sir Havelock miałby rekrutować załogę i to za kaprysy morza mogą go czekać. W końcu namyślił się i zdecydował rzucić okiem na tą propozycję wzbogacenia. I tak jego egzystencja większego sensu jak dotąd nie miała, a tak nie dość że zobaczy kawałek świata, na coś się przyda to zarobi pieniądz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SzalonyJogurt

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 24/05/2012
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-01, 17:38

Michael, jako że tłok tego dnia był niesamowity siedział sobie na wysokim krześle przy ladzie popijając piwo. W tym miejscu było mniej duszno i mniejsza była szansa, że ktoś cię obrzyga, a przynajmniej łatwiej go tutaj zwalić z krzesła zanim mu się przeleje. Słowem, towarzystwo było spokojniejsze niż pijackie bandy przy stołach.
Nefilim uważnie wysłuchał ogłoszenia przesiewając je z obelg i przekleństw i otrzymując bardzo krótki w stosunku do poprzedniego tekst. Pieniądze się kończą, a trzeba gdzieś zarobić. To może być dobra okazja, ciekawe tylko co ten gość rozumie przez "sowita zapłata". No i ciekawe jaki jest sam cel misji, nie mam ochoty się zbytnio narażać za jakiegoś szlachcica, no chyba że dobrze płaci. - myślał sobie Michael. Postanowił zjawić się za dwa dni w porcie i przynajmniej rozeznać się co to za robota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wuxiangfen

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 27/05/2012
Wiek : 26

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-01, 18:01

Do zmysłów Wux bardziej od nazbyt hałaśliwych dźwięków, bardziej docierał do jej wnętrza świeżo otwarty, czerwony winiacz. Była niecodziennym bywalcem z zarumienionymi polikami od "przepicia", która spokojnie siedziała przy ladzie, gdzie jak można było sądzić jest największy i najbardziej spijaczony tłok. Często wymieniała wzrok z karczmarzem, ale kwestia była na tyle jasna, że jak płaci, tak klientowi wszystko się należy. Wiele dni przeminęło od kiedy trafiła do tego miasta. Włócząc się ulicami i poznając to dziwniejsze zwyczaje ludzi. Na szczególną uwagę zasługuje ich szczególna słabość do mocnych trunków oraz nadmierna odwaga w najgłupszych z okoliczności. Złociste oczy pognały by przedstawić jej wizje cudacznego rytuału, gdzie nazbyt ekscytowany mężczyzna krzyczał, jakby chciał oświadczyć wszystkim, że właśnie znalazł samice z którą...a z resztą, te słowa ją urzekły. Choć zupełnie inaczej docierały do jej uszu, a piskliwy dźwięk nie poprawiał jej samopoczucia. Kolejny łyk to była sprawa wręcz przeciwna. Dotąd nigdy nie przemierzała wody...czy to możliwe, że ludzie mogą tak doskonale pływać? Znaczy widziała przypadki, kiedy człowiek spanikowany topił się w bajorze o głębokości nieprzekraczającej jej ogona, więc jak im przychodzi pokonać te wielkie, niebieskie, mokre i nieprzyjemne połacie? Na których nawet ciężko stanąć...ta "woda" z natury służyła do picia. Tak tylko wygląda, ale kto się napił ten mógł się struć...i nawet ona efekty tej przeklętej trucizny nie mogła udobruchać. Nie wadząc nikomu opróżniała, więc kolejną butelczynę zastanawiając się, co przyniesie jej kolejny dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celtharion

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 24/05/2012
Wiek : 22
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-01, 19:02

Nie zwracał na nikogo uwagi - po prostu nie czuł takiej potrzeby...

Nie rozglądał się zbytnio i nie przypatrywał pijanemu motłochowi go otaczającego. Z niemym i pustym wyrazem twarzy rzucał spojrzeniem w stronę występującego z zadaniem mężczyzny, beznamiętnie wyziewając oczyma spod białego, puchowego kaptura - biała postać widocznie odcinała się od całego, szarego, głównie mieszczańskiego tłumu, gdzieniegdzie zróżnicowanym chłopskim obliczem lub marynarzem z doków. Metallicana uśmiechnął się lekko i rozejrzał - rozpoznał pewną osobę, którą widział tutaj dosłownie 30 lat temu, znany wtedy jeszcze pod postacią Radagasta Srebrnego, pod którego się podszywał, a który wyzwolił się spod władzy Samaela, gdy ten przeszedł na Celthariona.

Tu i ówdzie rzucając spojrzeniami siedział na w miarę samotnym krześle w kącie, otoczony zapełnionymi ławami - dużo by dał za to, by mógł otworzyć tutaj pokryty zielonym płomieniem, wspaniały portal prosto do Siódmej Sali na dnie Otchłani, gdzie nawet demony boją się wkroczyć - ciekawe, czy Nowy Avalon przetrwał by wizytę Denagogha? Nie myślał nad tym wiele...

Po prostu z narzuconym na górę kapturem wstał i poszukał kogokolwiek wzrokiem, wyławiając z tłumu paru wyróżniających się osobników i istotę, której jeszcze nie spotkał, a jego księgi o niej nie wspominały - nie wypadało oczywiście podchodzić i próbować zaczerpnąć informacji z własnych prób i testów... Piekło robi dziwne rzeczy z ludźmi - Samael uśmiechnął się lekko, lub tylko po prostu udawał. Na plecach lekko połyskiwał mu kostur, kiedy po prostu stanął na środku gospody nieopodal mężczyzny na stole i długo wpatrywał się w niego, gdy jego złote oczy wyzierały spod cienia kaptura.

...Po chwili ujrzał drugą znajomą twarz. Pół-demon przeszedł się po sali i znalazł obok czarnej, niby tajemniczej postaci, stając obok niej i siadając na jakby znikąd się pojawiającym drewnianym stołku - zakładając nogę na nogę odsłonił kaptur i pokazał twarz swą żelazną niczym najtwardszy brzeszczot miecza. Po chwili, aby nie stwarzać konfliktowej sytuacji rzucił jakby niedbale:

-Siedzieliśmy razem w więzieniu za obrazę kapitana rekrutacyjnego oraz zleciłem Ci dawno temu misję w Aptece "pod Serafinem"...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lowcakur

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-01, 20:40

-...no i wtedy on mu strzelil w pysk! < Alonso skonczyl opowiadac jedna z tysiaca swoich anegdotek, wzbudzajac smiech wsrod swoich kamratow od kufla. Z luboscia wyciagnal sie na krzeselku, pociagnal lyk mocnego araku z butelki, mlasnal i zamierzal rozpoczac kolejna opowiesc. Gdy nagle przerwal mu pewien obwies, wskakujac na stol i odwracajac uwage od samego Alonsa! "O nie, to nie ujdzie mu plazem" pomyslal byly konkwistador.

Lecz po chwili, gdy wsluchal sie w mowe przybysza, przypomnial sobie swoja mlodosc, podroz do Nowego Avalonu, swoje biedne zycie. Rzucil butelka araku o ziemie, wstal z krzesla, po czym odrzekl>

- Ja, Alonso Quijano, najbardziej powazana osoba w tej karczmie(poza oczywiscie naszym szlachetnym Ryjkiem), przyjmuje te wyzwanie. Na honor, zapowiada sie wysmienita wyprawa, moj rapier zbyt dlugo gnusnial w ukryciu. Niechaj pirackie bydlaki zaznaja mojego ostrza!

"Kurwa, musialem sie na to zgodzic, nie moge stracic mojej reputacji. A co, jak ci piraci beda miec bron? Slowo sie rzeklo..." przeklinajac sie w duchu Alonso schowal rapier i podszedl do herolda>

-Szlachetny panie, zaprowadze ma szlachecka mosc do sir Havelocka. Wysoko postawieni ludzie powinni przebywac razem, tak sadze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris

avatar

Liczba postów : 17
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-01, 20:53

Mei siedział se i wsłuchiwał się w przekrzykujący się tłum. Nawet jakaś najbardziej poważana osoba w karczmie się zgłosiła i to w sposób przyciągający odwagę. Cóż wystarczy szepnąć o groszu i już wieniec chętnych się znajdzie. Była to jednak konkurencja, co się Meiowi nie podobało. Nie chciał po prostu zmarnować czasu, co już prawda podchodziło pod pewien paradoks gdyż w innym wypadku też by go marnował choć marnowałby go w spokoju.

Do stolika przysiadł się pewien jegomość dopiero gdy zdjął kaptur i po paru mrugnięciach okiem Net rozpoznał dawnego kamrata w niedoli, a potem swojego pracodawcę. Przypomniał sobie... niewiele, coś jakby luka w pamięci istniała w jego rozumie. Radagast wyglądał trochę mniej zdrowo, w zasadzie Mei miał wątpliwości czy nadal był człowiekiem, tzn wampirem tzn... w każdym razie zmienił się. Radagast był tym którego Mei najmniej poznał, zawsze tajemniczy jegomość skutecznie ukrywał się pod maską domysłów, na tyle skutecznie, że Mei nie wiedział co tak naprawdę Radagast robił a co było misterną dezinformacją.

- Tak przypominam sobie. - obdarzył Radagasta letnim uśmiechem. - Chyba lekko się zmieniłeś Srebrny. Masz coś dla mnie, czy może też nagle zachciało Ci się zostać marynarzem tak jak połowie tej karczmy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shimor

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 24/05/2012
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-02, 08:20

Siedziałem sam i spoglądałem na resztę. Już od dawna nie widziałem karczmy w takim stanie, widać, że 20 lat to spory odstęp czasu. Chyba jako jedyny siedziałem sam i piłem czystą, świeża wodę bez żadnych dolewek. Potrzebowałem odrobiny spokoju, chociaż w tym budynku trudno o ciszę. Nagle drzwi się otworzyły i weszło siedmiu mężczyzn. Jeden z nich był najwyraźniej przywódcą, szóstka pozostałych stała z tyłu, po to by go ochraniać. Pomyślałem, że to nie są zwykłe odwiedziny. Istotnie tak było. Powiedzieli, że szukają śmiałków do pewnej roboty. Oczywiście nie miałem wyjścia i postanowiłem się zgłosić. Co jak co, ale pieniędzy nigdy za wiele, a poza tym już od dawna nie miałem na głowie nic ważnego. Spróbowałem przejść przez tłum zachlanych ludzi i nieludzi. Po kliku minutach udało mi się i powiedziałem spokojnym głosem:
- Jestem chętny, oczywiście jeśli będzie sowita nagroda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celtharion

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 24/05/2012
Wiek : 22
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-02, 08:58

Samael zmierzył tylko wzrokiem Meia - był dziwnie poważny, spokojny i nostalgiczny. Nie wykazywał uczuć prawie, że w ogóle, nie licząc tego, że jego wzrok mimo tego był całkiem ciepły i przyjazny...

Rozpierając się w krześle jedynie siedział tak, swobodnie przyglądając się rozmówcy, po czym zaczerpnął lekko powietrza, ukazując niechybnie małe, srebrne kiełki i strzepnął z rękawa jakby niewidzialny kurz czy bród którego chciałby się pozbyć, rzucając jedynie niedbale:
-Trudno to wyjaśnić, ale jestem trochę innym Radagastem, niż ten, którego znałeś, dlatego nie mam dzisiaj nic dla Ciebie... - rzekł bardzo jakby sztucznie, nieszczerze i bez przekonania, po czym bardziej piskliwym i ludzkim tonem dodał - ...Jednakowoż chętnie posiadałbym zaufanego kompana w drodze do Portu za dwa dni - zawsze chciałem pobawić się w morskie bitwy, a me wspomnienia z podróży statkiem nie są na razie zbyt ciekawe, więc wolałbym je trochę... Urozmaicić... - zakończywszy syczącym akcentem zatrzymał się w swojej mowie, spojrzał spod puchowego, śnieżnego kołnierza na Upadłego i jakby kierowany dziwnym instynktem skierował złociste spojrzenie na resztę zgromadzonych w karczmie i jedynie prychnął dworsko...

-Dawno tutaj nie bywałem... - rzekł jakby do siebie, łapiąc się jedną ręką za nadgarstek, przypominając sobie na chwilę te wszystkie długotrwałe dni, miesiące i lata, gdzie na jego dłoniach zakuto ogniste kajdany wykute w kuźniach Otchłani. Pamiętając o tym, że jego bardzo odległy i jeden z niewielu znajomy nazywa go Radagastem rzucił niedbale przedstawiając się po raz pierwszy nowym imieniem:

-Metallicana... Mów mi Metallicana...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris

avatar

Liczba postów : 17
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-02, 10:23

Mei przytaknął głową, na wszystko co powiedział Metallicana. Pozostawał w swej skrytej pozycji i przerzucał nieobecnym wzrokiem po sali, zastanawiając ilu z tych pijanych chwalipięt stawi się w porcie. Wrócił wzrokiem do rozmówcy i powiedział cicho.

- Port za dwa dni pewnie. Trochę mnie smuci, że czegoś dla mnie nie masz, ale cóż też zawsze chciałem poznać morską toń.

Nawet nie można sobie wyobrazić ilości morskich opowieści, snujących się po tej karczmie każdego dnia. Ucho aniola nawet jeśli nie chciało podsłuchiwać słyszało wiele różnych historii o potworach, piratach i sztormach. Przynajmniej będzie miał okazje na własnej skórze sprawdzić, które to można wsadzić między bajki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celtharion

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 24/05/2012
Wiek : 22
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-02, 11:00

-Spokojnie... Poszukaj Radagasta Srebrnego w Aptece, a Radagast będzie coś dla Ciebie miał... Metallicana nic nie ma, bo Metallicana sam chce coś mieć... - rzekł dziwną składanką słów tak po prostu, czekając aż Anioł skończy swoją krótką kwestię i przemyślenia... Przecież on sam też nie lubił jak ktoś przerywa mu w jego zadumie i rozmyślaniach, dlatego odczekał chwil parę i spojrzawszy prosto w oczy Neta rzucił niedbale raz jeszcze, jakby w ogóle obojętny na swoje życie i cały dzisiejszy dzień i misję zgłoszoną przez marynarza w karczmie:

-Sztormy, piraci, morskie potwory, kurwy i gwałcenie kucharzy... Może być zabawnie... - uśmiechnął się nieznacznie, pokazując przez krótką chwilę błysk białych, mało się odcinających od reszty uzębienia kłów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris

avatar

Liczba postów : 17
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-02, 11:20

Anioł zastanawiał się na znaczeniem słów Metallicany. Czyżby Radagast miał brata bliźniaka, rozdwojenie jaźni czy powiedział może coś zupełnie dla żartu. W każdym razie zmienił się oj zmienił. Oparł głowę niedbale o dłoń, którą to położył wcześniej na stole i powiedział w strone rozmówcy.

- Może też być gorąco, spokojnie, żadnych piratów i sztormów, nudno a my zostaniemy zredukowani do roli majtków albo gorzej sprzedani w jakimś pirackim mieście jako niewolnicy. Chociaż wtedy myślę, że żywcem mnie nie wezmą.

Podzielił się swoimi domysłami może lekko wyolbrzymionymi, ale dopóki nie znają prawdziwego powodu ekspedycji można tylko gdybać, a Mei nie był pesymistą. On tylko z własnej ostrożności, która czasem dawała o sobie znać, próbował przewidywać w co się pakuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Celtharion

avatar

Liczba postów : 83
Join date : 24/05/2012
Wiek : 22
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-02, 11:54

-Jeśli spróbują coś takiego uczynić, to nie będzie nas miał kto wziąć żywcem... - uśmiechnąwszy się tajemnico rzucił okiem na zbieraninę pijanych istot i lekko gardzącym wyrazem twarzy spojrzał na nich z wyniosłością. Metallicana dużo by dał, oj na prawdę dużo, by mógł powrócić jeszcze raz do świata żywych, jeśli zginie tutaj po raz drugi - nie chciał ryzykować pobytu na materialnym wymiarze, gdzie mógł pić, bezkarnie mordować i bawić się - w Otchłani też były zasady, których musiał przestrzegać...

Nagle jego oczy rozszerzyły się, a on drgnął zdziwiony, pchnięty jakby jakimś wspomnieniem lub refleksją i szybko sięgnął do okolic swojego paska, wyjmując stamtąd średniej wielkości, czarne, błyszczące się pudełko - po paru dłuższych spojrzeniach z głuchym, metalicznym trzaskiem zamknął przedmiot i schował go z powrotem. Rzucając porozumiewawcze spojrzenie Meiowi wstał z krzesła wyprostowany i rzucił jedynie:
-Czas płynie szybko... A czas to rzecz ważna - Metallicana nie chce tracić czasu, czy Mei idzie? - po czym cofnąwszy się o krok odwrócił się i z wolna ruszył ku wyjściu wychodząc z karczmy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Metztli

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 02/06/2012
Wiek : 27

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-03, 18:07

Metztli w końcu dotarła do miasta, i jak na początkującego poszukiwacza przygód przystało pierwsze swoje kroki pokierowała ku tutejszej karczmie. Już na pierwszy rzut oka miejsce przypadło dziewczynie do gusty - Zero kwiatków, żadnych ptaszków i śpiewów... umarłam i jestem w piekle, lubię to - stwierdziła uśmiechając się pod nosem, weszła do karczmy i `uroczy` zapach i zaduch niemal zwalił ją z nóg. Podeszła do szynkwasu i przysiadła na jednym z niewielu wolnych krzeseł które jako-tako stały na wszystkich nogach. Gdy karczmarz powitał ją swoim standardowym tekstem - No fakt, pełne obłożenie... piwo? Nie szczególnie, masz może piołunówkę? To jest dopiero trunek - stwierdziła i rozejrzała się z zaciekawieniem po sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wuxiangfen

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 27/05/2012
Wiek : 26

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-04, 08:50

-Kolory~- Odsapnęła odseparowując się od butelczyny z czerwonym trunkiem. Pamiętała dokładnie smak dziwnych, malutkich stworzeń, które często latały nad jej norą. Sprawnym ruchem języczka połykała je w całości uważając je za jedzenie. Instynkty pobudzające niesamowity smak przeszłości zaciągnęły ją w pobliżu istoty o mlecznobiałej cerze. Jednak nie dla niej...Wuxi widziała ją jako spasionego, pięknego motyla, którego chciała posmakować skrzydeł. Tak też niczym zakradając się do ofiary, próbowała chapsnąć za najbliższe jej skrzydło nie zważając na to do kogo należały. Oznaki upicia dało się dostrzec nie tylko po polikach...ale także pół-pełnej butelczyny z czerwonym winem, którą niezdarnie trzymała w swej ogromnej ręce.


//... munch munch munch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Metztli

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 02/06/2012
Wiek : 27

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-04, 10:08

Metztli czekając na trunek, albo chociażby odpowiedź od karczmarza skupiła się na otoczeniu, szukając wzrokiem kogoś kto mógłby dać jej jakąś pracę, jej poszukiwania przerwało pojawienie się dziwacznej, wężowo-jaszczurzej istoty. Przypatrzyła się chwile, po czym zwróciła się z powrotem do karczmarza - To jak będzie z tą piołunówką?... Hej, co to za przerośnięty wąż? - zapytała i z powrotem spojrzała na istotę - I czemu mam nieodparte wrażenie że patrzy na mnie jak na obiad, nie podoba mi się to - stwierdziła i zatrzepotała skrzydłami, przyglądając się istocie. Na wszelki wypadek oparła dłonie na rękojeściach sztyletów, gotowa się bronić, jednocześnie puściła do istoty `oczko` dając do zrozumienia że ją obserwuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wuxiangfen

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 27/05/2012
Wiek : 26

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-04, 10:21

Wymazany obraz popędzał instynkty wężowej Pani, ale hałas dobiegający od motyla był tak nie do zniesienia...skrzeczący, piszczący niczym zwierzątko które łowca pochwycił w swej wymyślnej pułapce. -ugh.. - zrobiło jej się szczególnie słabo, gdyż świat zaczął nieodparcie wirować. Kręciła głową okręgi, jednakże swój wzrok skupiając na skrzydłach nieznajomej. Skoro to zaskrzeczało...musiało mieć imię, więc się przedstawiła na znak ludzkich zwyczajów.
-Ja..m...jesss Wuksia - uśmiechnęła się ciągle przypatrując się wróżce swoimi złocistymi oczyma. Kątem oka dojrzała owada, co zwinnym ruchem pochłonęła miażdżąc go swoim dwoma długimi językami.
-Przeprassam passkudny nawyk sycia w dzicy - Jej głos choć łagodny, łamał na okrągło złożony język ludzi.
-Napic sssię ze mą ognistej cerwieni? - Wyciągnęła butle z na wpół opróżnionym czerwonym winem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Metztli

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 02/06/2012
Wiek : 27

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-04, 11:22

Metztli niepewnie zdjęła dłonie z rękojeści swoich sztyletów, ale póki co wężoludź zachowywał się przyjaźnie - Miło cię poznać Wuksia, ja nazywam się Metztli. Nie dawno przybyłam do tego miasta, do tej pory też w pewnym sensie mieszkałam w dziczy, cóż serce lasu nie jest kolebką cywilizacji - stwierdziła i spojrzała na trunek trzymany przez Wuksie - Czemu nie? - stwierdziła i wzięła butelkę, pociągnęła z niej potężny łyk i oddała - Dobre, mocne... Nie to co robili u mnie w wiosce, tam to soczek był owocowy. Mieszkasz tu, w mieście? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wuxiangfen

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 27/05/2012
Wiek : 26

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-04, 19:12

Pokazała na siebie swoim szponiastym palcem by czym prędzej kontynuować pogawędkę z gadającym motylem. -Nie, ja posnaje swycsaje csłowieków, duso podrósuje - zaciągneła się kolejnym łykiem wyśmienitego trunku. Dziwnością dla niej dało się rzec, iż wcale nie należało do mocnych...jej zdaniem.
-Syłam samotnie mająs gniasdo na połasiash gdsie csłowieki rosmnasają jedzenie - Uśmiechnęła się niby dumna, że z każdym słowem udaje się jej lepiej upodobnić do ludzi.
-Miasta to wsak ogromne gniasda, chos nie tak wielkie, jak strony gdsie sie wylęgłam - Podniosła ostrożnie dłoń, jakby nie chciała jej wadzić
-Mas ładne sksydła...ale jestes tak dusa, że w sałosci bym nie sjadła. to niesamowite i te siemne, sieniste kolory. - Opuściła swą wielgachną "łapę" i rozejrzała się wokół.
-Głosno tu, te gniasda są naprawde sywe, ale zawse mnie zaskakiwało, se csłowieki są tak rósne, se nie mogę sie połapać, jak to zbudowali. Bo scasami psyjasiele, a csasami na te ostre nasędsia mordu biją o swe racje - Znowu wyciągnęła flaszkę, chcąc zachęcić motyla napicia się w zamian za towarzystwo, jakie jej dała. Wuxi czasami czuła się samotna i musiała do kogoś przemówić nawet o największych głupotach. W roju człowieków była ta rzadka...i niepowtarzalna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Metztli

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 02/06/2012
Wiek : 27

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-04, 20:59

- Zjadła? Na pewno byś miała niestrawność... Cóż, duża to ja nie jestem nawet na standardy fearie, a co dopiero tu, wśród ludzi. - fearie z chęcią wzięła flaszkę od Wuxiangfen i upiła dwa łyki, wino było dobre, nie za ciepłe, nie za chłodne, nie za słodkie - idealne, fearie lekko oblizała wargi - Każdy czasem się bije, raz na pięści, raz na miecze a innym razem dolewa trucizny do napoju. Nie tylko ludzie tak mają. Ale fakt, miasto jest naprawdę imponujące. Ciekawe skąd oni nabrali tyle kamieni żeby to wszystko wybudować, trochę to dla mnie nienaturalne mieszkać w takim zimnym, kamiennym domu. Ale na pewno da się przyzwyczaić, będę musiała, bo wydaje mi się że zostanę tu nieco na dłużej. - Stwierdziła i oddała flaszkę swojej rozmówczyni - Tylko muszę sobie znaleźć jakieś zajęcie... tylko nawet nie wiem od czego by tu zacząć -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wuxiangfen

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 27/05/2012
Wiek : 26

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-05, 04:19

- spominał pewien z sympatysny syjących w surowy waruncsak, se pcsygoda zacsyna sie wsedzie. Nawet od drobnych csesy. Mose rosejsyj sie po słupie s ogłocseniami? -
Chyba miała zamiar już całkowicie opróżnić butle powoli uznając w swoim ciele, że limit alkoholu został dawno przekroczony, a ona znajduje się w stanie krytycznym.
- słabo csytam, a csłowieki mają mnóstwo problemów, więcs sukają kasdego, kto za nich robotę wykona. Psy csym csałkiem sowisie płacą - Przyssała się do butelczyny dopijając wszystko, wybałuszyła wielkie oczy, a następnie opadła z gruchotem swoim małym cielskiem na nogi jeszcze bardziej kruchej faerie. Tuląc się do butelki zasnęła i nie było pewne, czy przez najbliższe kilka godzin w ogóle się obudzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Metztli

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 02/06/2012
Wiek : 27

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-05, 08:41

Fearie ugięła się pod ciężarem Wuksi i z niemałym wysiłkiem odepchnęła ją lekko - Hmm... może powinnam ją gdzieś odciągnąć?... - stwierdziła, ale po pierwszej próbie okazało się to niemożliwe, w końcu stworzenie ważyło więcej niż Metztli, a fearie nie jest przystosowana do dźwigania ciężarów - Hej karczmarzu, co z nią? Zostawić aby się wyspała, wstała i odpełzła czy ktoś pomoże ją gdzieś odciągnąć w kąt?... Eh, ja to mam szczęście, pierwsza poznana w mieście istota to dziwne połączenie węża z jaszczurką i człowiekiem, które mi się upija do nieprzytomności i pada. Eh... Ja jednak poproszę tą szklaneczkę piołunówki, a jak nie ma to niech będzie kufel piwa.- stwierdziła i oparła się łokciami o ladę - Cholera zapowiada się ciężej niż myślałam... -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-05, 21:07

-Ej toć chwila. Kfik! Baryła! Cho no tu, weźcie to coś stąd. Kolejne schlane w cztery dupy, miejsce mi dla nowych klientów tarasuje - zawołał karczmarz i zaraz też znikąd w tym tłumie zjawił się jeden chudy, wysoki chłop w wieku około siedemnastki i trochę starszy od niego, niższy spasiony tłuścioch. Zawzięli Wuxi na rękach i wynieśli przed karczmę, rzucając ją w okolice małej hałdy odpadków gdzieś w uliczcze koło karczmy, po czym zawzięli się i poszli.
Niestety, nie dane było biednej wężycy pospać w spokoju. Pech chciał, że uliczka ta była położona na jakiejś małej górce... i śliskie, wężowe ciało poczęło powoli sturlać się w dół, by w połowie drogi do jakiejś równiejszej, większej drogi osiągnąć prędkość całkiem już przyzwoitą. Po chwili zaś, nikt za bardzo nie wie jak to się stało, ale bezwładne ciało Wuxi przypadkiem wpadło do jakiejś pustej beczki po piwie, a dalej... dalej już tylko toczyła się jakimiś uliczkami, gdy nagle ta wraz ze swoją wężową zawartością wyrżnęła o coś.
Potem, jesli Wuxi się na chwilę przebudziła, miała wrażenie że ją ktoś chyba niesie w górze, lecz była zbyt upita by się tym przejąć i tylko obróciła się na drugi bok.

//Jutro stworzę nowy temat z questem dla Wuxiangfen, a Ty Metztli no niestety, ale ja zwyczajnie nie jestem w stanie ogarnąć większej ilości ludzi - już teraz adzenie questu prawie całemu Edanorowi to hardkor... no sory, wybacz mi. Pomęcz Celtha, rochę popracuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Schyschek

avatar

Liczba postów : 104
Join date : 24/05/2012

PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   2012-06-06, 19:21

Do karczmy wszedł, i od razu uśmiechnął się sam do siebie spod kaptura na widok takiego tłoku, hałasu i duszności. Przynajmniej było ciepło w pomieszczeniu od tej zapijaczonej masy, nieco się trochę ogrzeje. A że to niedogodne warunki to lepsze coś niż nic.
Powiódł wzrokiem po karczmie, a w oko wpadło mu motylopodobna drobna istotka. Fearie, w sumie przypominała mu bardzo dawno spotkaną Metztli, tyle że jakaś taka inna. Jako że aktualnie bardzo mu się nudziło, dla zabicia czasu postanowił podsiąść się do niej i porozmawiać z tą trochę samotną istotką.

Metztli usłyszała nagle za sobą niski, przyprawiający o ciarki głos, nieco rykliwy głos:
-Witam, mógłbym się dosiąść? Zawsze ciekawiło mnie co takie fearie robią w takich... miejscach - gdy się odwróciła, zobaczyła wielką, ponad dwumetrową, barczystą postać opatuloną czarnym futrzanym płaszczem, okrywającą twarz kapturem spod którego ział mrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główna Sala Biesiadna   

Powrót do góry Go down
 
Główna Sala Biesiadna
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gra :: Nowy Avalon :: Karczma-
Skocz do: